sobota, 21 maja 2016

"Tego tutaj chcę podwójnie..." - rabarbarowy pleśniak



Pisząc o sobie na profilu tego tu bloga, napisałam, że nie wyobrażam sobie życia bez muzyki. Na szczęście tak samo ma mój Mąż. I równie szczęśliwie oboje mamy szerokie potrzeby muzyczne. On zwykł mawiać, że lubi każdą dobrą muzykę, niezależnie od gatunku. Zresztą nie lubimy szukania szuflad, w które poszczególne utwory czy wykonawców się pakuje. Albo muzyka, piosenka coś mi tam w duszy robi albo nie. Czasem jest to po prostu uśmiech, czasem łezka, czasem długie chwile refleksji. Zdarzają się też takie , kiedy wpływające w uszy dźwięki oddziałują na całość jestestwa, aż na ciele pojawia się gęsia skórka zachwytu. Różnica między mną i Najlepszym z Mężów jest taka, że ja zwracam  baczną uwagę na teksty śpiewanych utworów, On przede wszystkim pozwala nieść się brzmieniu, nie musi mocno wnikać w słowa. Jest jednak pewien zespół i autor, który obojgu nam od lat wchodzi mocno w serca i głowy, muzycznie i treściowo. Właśnie od nich zaczerpnęłam nazwę dla mojego bloga. Pewien znajomy, także fan Spiętego, powiedział niedawno, że według niego za lat parę będzie on autorem analizowanym obowiązkowo w szkołach. Może lepiej nie? Nie wymienię nazwy zespołu, będzie przedmiotem mini konkursu.
A czemu piszę dziś zahaczając o muzykę?
Ponieważ w piosenkach tego zespołu jest samo życie, wszystko, co ważne i błahe też. Słodko-kwaśne to nasze życie - jak ten tu pleśniak z rabarbarem.
Trzeba dodać mu smaku, nikt nam szczęścia nie da, jak sami go nie ugnieciemy sobie. 


"Ty, Bóg, dasz mi szczęście?
Aha, mało masz... "




W doczesnym wymiarze szczęście chwilowe możemy sobie zafundować piekąc ciasto pleśniak. Aktualnie najlepiej z rabarbarem, póki jest.

Potrzebujemy:
- 2 szklanki mąki
- 1 szklankę cukru + 2 łyżki
- 4 jajka
- 1 kostkę masła
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1,5 łyżki kakao
- 1 cukier wanilinowy
- 5- 5 lasek rabarbaru ok. 45cm długości (lub inne owoce ewentualnie słoiczek kwaskowego dżemu)


Na początek kroję porządnie wymyty rabarbar. Mam go z ogrodu, więc nie obieram go. Odcinam tylko liść i końcówkę. Taki ze sklepu obieram.


Dodaję cukier wanilinowy i 2 łyżki cukru.


Mieszam i odstawiam, żeby puścił sok.


Teraz czas na ciasto. W mącznym wulkanie umieszczam żółtka.


Dokładam zimne masło, kostkę 200g. Siekam, a następnie szybko zagniatam na jednolite ciasto.


Utoczony walec z ciasta dzielę na 3 w miarę równe części.


Jedną rozwałkowuję i umieszczam w blaszce wysmarowanej masłem. Używam blachy o wielkości około 25 na 40 centymetrów.  Może się lekko rwać, nie szkodzi, "łatam" rwanymi kawałkami i jest dobrze.


Do drugiej części dodaję kakao, trzecią najlepiej umieścić w lodówce. Zagniatam ciasto z kakao, do uzyskania brązowej jednolitej barwy. Dobrze już teraz włączyć piekarnik i rozgrzewać do 180 stopni.


Zanim przyjdzie pora rozłożenia rabarbaru na cieście, ubijam białka dodając stopniowo cukier.


Kiedy beza jest ubita, wykładam rabarbar i na niego  porwane kawałeczki ciemnego ciasta. 


Na to białka, w nich kryje się cała słodycz tego wypieku.


Rozprowadzam na całej powierzchni.


Trzeci kawałek ciasta kończy przygotowywany wypiek. Rozrzucam cząsteczki po całości bezy.


I do gorącego piekarnika na parę zdrowasiek, a tak konkretnie na ok. 40 minut.


Jest pyszne, nawet mój straszy synek, który nie lubi bezy prosił o kilka dokładek.


Musiałam ciasto chronić przed moimi łasuchami, bo nie zostałoby nic dla gości, z myślą o których je piekłam.



Jak byłam małą dziewczynką wyobrażałam sobie, że wielki liść rabarbaru to tylko moja parasolka. Taka przeciwsłoneczna. A tak w ogóle byłam przekonana, że w ogrodzie pod krzakiem rabarbaru żyją jakieś małe istoty.  


Smacznego!


#pleśniak #ciastozrabarbarem #rabarbar #itbmtt







1 komentarz: