sobota, 7 maja 2016

Czy warto cierpieć dla miłości? - pomyślmy o tym i porozmawiajmy przy maślanych rogalikach


Ostatnie dni, nawet dla osób niezainteresowanych bezpośrednio, pełne są wiadomości dotyczących przebiegu tegorocznej matury. Radio głosi, jakie tematy przedłożono naszej prześwietnej młodzieży, jak sobie z nimi radzili  i takie podobne informacje. Polski podobno nie zaskoczył, podobno plotkowano na temat "Dziadów" na maturze i faktycznie były. Zagadnieniem przedstawionym tegorocznym maturzystom było pytanie, czy warto cierpieć dla miłości. Mam w tym roku okazję śledzić zmagania licealistów bardziej, ze względu na fakt, że dzieli je także moja chrześnica. Zdarzyło się, w ostatnich dniach memu Mężowi spotkać dawno niewidzianego kolegę, którego córka także pisała wzmiankowany wyżej temat. Okazało się, że podobnie, jak większość jej znajomych z klasy, broniła ona tezy, że absolutnie nie warto. Wiecie, jaki był komentarz mojego Męża? "Rafał, zginiemy, jak nic! " Zgadzam się. Zaskoczyło mnie to. W naszej grupie wiekowej większość opiewałaby wartość każdej miłości, również tej trudnej, budzącej cierpienia. Jak to się stało, że tak bardzo zmieniły się preferencje młodych ludzi na przestrzeni w końcu wcale nie tak wielu lat. Przykre to raczej. Z duszą na ramieniu dzwoniłam, aby dowiedzieć się, jak poszło mojej siostrzenicy, ale także by dowiedzieć się, jakie są jej poglądy. Ulga, Weronika, świeżo upieczona dyplomowana plastyczka, uważa, że miłość jest tak ogromną wartością, że warto dla niej, w jej obronie nawet pocierpieć. Uff... Aż mi łezka w oku stanęła z radości. I tak od kilku dni myślę nad tym, jakże inaczej patrzy na świat aktualna młodzież. Co im w duszach gra? Wciąż każe to wracać do trudnego obowiązku, obowiązku rodzica. W końcu "Takie będą Rzeczpospolite, jakie ich młodzieży chowanie". Temat tak zawiły i wielopoziomowy, że jednej niedzieli na rozebranie go nie starczy. Dumałam nad tym także przy szykowaniu rogalików dla mojej rodziny. A czasu jest sporo, bo to ciasto wymaga dość cierpliwego podejścia.

Przygotujcie:
- 490g maki pszennej 650g
-10g żytniej maki  typ 720
-180ml mleka
-120ml dobrze ciepłej wody
- 25g drożdży świeżych
- 30g cukru
- 2 płaskie łyżeczki soli
- 100g topionego masła
-1 jajko
- sezam, mak do posypania


Odmierzoną, przesianą mąkę przygotowuję w większej misce. Porządnie ciepłą wodę, około 50 stopni, łączę z mlekiem, może być z lodówki, oba płyny połączą się do uzyskania odpowiedniej temperatury.


W dołeczku mąki umieszczam pokruszone drożdże, dookoła sypię z jednej strony cukier, z drugiej sól. Rozcieram drożdże z mąką.


Powoli, stopniowo zaczynam łączyć z mlekiem i wodą,


kiedy wleję już cały płyn wyrabiam ciasto kilka minut


nie będzie jeszcze całkiem gładkie, kiedy dolewam  wystudzone płynne masło. Teraz wyrabiam ciasto do gładkości, jakieś 8 minut. Będzie plastyczne i elastyczne. Przykrywam teraz i w ciepłym miejscu pozwalam mu rosnąć do podwojenia objętości, mniej więcej 1,5 godziny.


Po tym czasie dzielę ciasto na stolnicy na dwie części. Jedną ponownie przykrywam.


Ciasto rozwałkowuję ma pół centymetra starając się jak najmniej podsypywać mąką, by zachować delikatność wypieku. Następnie kroję trójkąty, z których powstaną zawiniątka rogalików. U mnie będzie ich 16, mają wówczas około 18-22cm na dłuższej stronie.


Zwijam od strony podstawy trójkątów i układam na blaszkach z papierem do pieczenia. Przykrywam ściereczką na trzydziestominutową drzemkę do wzrostu.


W połowie wyrastania rozgrzewam piekarnik do 180 stopni. Krótko przed pieczeniem smaruję rogaliki roztrzepanym jajkiem i posypuję sezamem i makiem. Piekę równocześnie dwie blaszki. Po 10 minutach zamieniam je miejscami, górna ląduje na dolnej półce piekarnika i odwrotnie. Piekę oczywiście bez nawiewów.


Potem tylko chwilka na przestudzenie rogali i już można nakrywać do stołu śniadaniowego.


Smakują wybornie zarówno ze słodkimi dodatkami takimi jak dżemy lub wytrawnie z wędliną lub serami.


Rogaliki przyjemnie szeleszczą w zębach skórką i pieszczą podniebienie miękkim wnętrzem. Jemy sobie i gadamy o tym i tamtym i patrząc na moje dzieci zastanawiam się, jakie oni mieliby zdanie na temat tegorocznego tematu maturalnego.

Smacznego!

#rogale #rogalemaslane #sniadanie #drozdzowe #rogaledrozdzowe #itbmtt







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz