Moje przepisy

niedziela, 18 kwietnia 2021

Kruchy placek na niedzielę, 3:2:1 START!



Umiejętność przygotowania doskonałego ciasta kruchego jest nie do przecenienia. Poznawszy podstawowe zasady jego tworzenia macie wielorakie możliwości jego wykorzystania. W wersji z solą nadaje się doskonale do tart z wytrawnym obłożeniem, do kulebiaków, na słone paluszki, różne paszteciki czy słone przekąski z różnymi dodatkami. Tak samo wiele możliwości  jest, gdy kruche ma być bazą słodkiego deseru. Nadaje się na różnego typu ciasta, łącznie z kruchymi tortami, na ciasteczka, małe czy większe, markizy z kremem czy dżemem, można zawinąć je na kształt rurek do nadziewania, można piec babeczki czy najzwyczajniejszy placek z dowolnymi dodatkami. W zasadzie chyba każdy pomysł, jaki przyjdzie do głowy można wypróbować.
Kruche ciasto to trzy podstawowe składniki: mąka, tłuszcz i jajka, a właściwie najlepiej  żółtko. Użycie białka zabiera kruchość. Z kolei idealną kruchość daje duża zawartość tłuszczu, powinno być go minimum 40% w stosunku do mąki. Dla wersji słodkiej te proporcje to 3:2:1, gdzie każda z cyfr mówi o proporcji odpowiednio mąki, tłuszczu i cukru.
Moja dzisiejsza propozycja to szybki placek na słodko, z dżemem i orzechami, ale przy tej okazji chcę podzielić się kilkoma regułami,  które pozwolą Wam nauczyć się przygotowania doskonałego ciasta kruchego, i słodkiego i słonego.

Na okrągłą formę o średnicy 32 centymetrów użyłam:
- 300g mąki
- 200g masła
- 100g cukru pudru
- 2 żółtka
- 1 duży słoik dżemu
- 2 garści posiekanych grubo orzechów


Mąkę, najlepsza będzie krupczatka,  należy przesiać, tak samo cukier puder. Do kruchego lepiej nie używać cukru kryształ, przygotowane ciasto jest mało wilgotne, a co za tym idzie, kryształ nie ma jak całkowicie się w nim rozpuścić, co może prowadzić do jego karmelizowania się podczas pieczenia. Ja najczęściej do pieczenia używam masła, ale do kruchego może być też użyty inny tłuszcz stały, margaryna, smalec albo  nawet mieszanki tych tłuszczy. Grunt, że ma być to tłuszcz w stałej postaci, właśnie duża ilość tłuszczu i słabo "przepracowany" gluten w mące odpowiada za kruchą strukturę wypieku. Dlatego ciasto należy najpierw posiekać szybko, zimnym nożem lub robotem, a następne wyrobić jak najszybciej, żeby nie powodować pracą ciepłych dłoni wytrącania się wody. Zatem trzeba posiekać wszystkie składniki do uzyskania wyglądu kruszonki i potem zagnieść kulę ciasta. Łatwiej zagnieść  ciasto ze świeżymi żółtkami, ale można też użyć gotowanych i takie trzeba przetrzeć przez sitko, by uzyskać proszek. 


Gotową kulę ciasta trzeba schłodzić do godziny w lodówce. W przypadku ciasta na słono pomija się oczywiście cukier i zamiast niego daje się sól, maksymalnie do 2% przeliczając do mąki, czyli na 100g mąki najwyżej 2g soli, 200g to max 4g i tak dalej.


Forma do pieczenia nie musi być niczym wysypana, ilość tłuszczu stanowi odpowiedź na pytanie dlaczego, ale można używać papieru czy lekko smarować formy, jeśli chcecie łatwo wyjmować ciasto z formy i nie połamać delikatnych kawałków. Jednak piekąc z tego ciasta słodkie kruche babeczki najlepiej wykleić foremki bez smarowania, włożyć lekko nakłute do lodówki także już w foremkach przed pieczeniem, dzięki czemu ciasto nie zsunie się ze ścianek podczas pieczenia i babeczki będą wyższe i zachowają wyraźne karbowane wzorki na zewnątrz.


Ja dzisiaj nasz zwyczajny placek z dżemem postanowiłam ozdobić częścią ciasta i dlatego po przygotowaniu formy, ciasto  rozwałkować na przykład między arkuszami papieru albo mniejsze obcięte krążki poukładać w formie i dopiero w niej choćby szklanką wałkować do połączenia poszczególnych części, posklejać. Następnie nakłuć w wielu miejscach widelcem i wstawić do piekarnika rozgrzanego do 190-200 stopni. Małe ciastka wystarczy piec na złoty kolor 15 minut. Mój spód podpiekłam najpierw 15 minut, a w tym czasie z mniejszej części rozwałkowanego placka wykroiłam różne kształty do użycia na wierzchu placka.


Na podpieczony spód nałożyłam dżem i posypałam orzechami.


Najlepszy byłby dżem kwaśny, ale tu nie ma złych wyborów, bierzcie jaki macie, jaki lubicie. Gdyby miała to być tarta wytrawna postępowanie byłoby podobne. To właśnie teraz na podpieczony spód należałoby rozłożyć nadzienie.


A na wypełniony już placek ułożyć ozdobniki w dowolny sposób. 
Na pewno słyszeliście też o cieście półkruchym. Od tego dzisiejszego różni się tym, że ma w składzie środek spulchniający, może to być proszek do pieczenia, a poza tym jest wzbogacane o śmietanę lub mleko. Zasadniczo to sprawia, że łatwiej się je wyrabia. 


Teraz ostateczne pieczenia, czyli znowu 15 minut w 190 lub 200 stopniach. Ile to będzie zależy od piekarnika. U mnie to 190. Kruche trzeba piec krótko i w wysokiej temperaturze, żeby jak najmniej masła wytopiło się na zewnątrz, bo to powoduje utratę smaku i kruchości.


Nasze ciasto niestety musiało zostać w piekarniku po ukończonym czasie pieczenia, bo byłam zmuszona wyjść na pół godziny z domu i na pewno przypiekło się nadmiernie i straciło masło, ale cóż, siła wyższa.


Wy nie róbcie tego błędu, będziecie zachwyceni. Z tej ilości ciasta możecie też upiec całość w  prostokątnej takiej typowej blaszce o wymiarach 20+ kilka centymetrów  na 30 kilka. 


Domowy dżem truskawkowy, który robiłam latem i lekko uprażone orzechy włoskie z naszego drzewa sadzonego ręką mego taty.  Tak, to bardzo przyjemne niedzielne proste smaki.


Półtorej porcji z tego przepisu pozwoli upiec 3 kruche placki na tort o średnicy 24 centymetrów. Mój ulubiony tort jest kruchy o smaku orzechowo-czekoladowym. Robi mi go zawsze mąż jako urodzinową "niespodziankę" Pycha! 


Bardzo lubię ten przepis na kruche ciasto za jego prostotę i uniwersalność. Gorąco polecam
 i zapraszam do chwalenia się efektami Waszej pracy w komentarzach.


#krucheciasto #przpisnakrucheciasto #uniwersalnekruche #najlepszekruche #kruchenamasle #kruchyspod #bazatortukruchego #kruchezdzememiorzechami #dopieczeniazdziecmi #kruchenababeczki #itbmtt



niedziela, 28 marca 2021

Włoska baba panettone - najdelikatniejsze ciasto drożdżowe



Historia tego wypieku jest niejasna, jak wielu innych słynnych ciast i deserów. Różne są opowieści na temat inicjatora tego wyjątkowego chleba. Il pane to po włosku chleb,
a panettone to forma jakby zgrubienia tego słowa. Ot, mamy tu takie chlebisko. Zatem różne są wersje dotyczące pochodzenia, ale nie ma wątpliwości, że to włoski wypiek, prawdopodobnie z  Mediolanu, a pierwsze zapisane przepisy pojawiają się w zapiskach włoskich mistrzów około końca XVI wieku. Panettone jest tradycyjnie jedzony we Włoszech
w okresie Bożego Narodzenia i Sylwestra, bo szczyci się tym, że prawidłowo zrobiony zachowuje swoje walory około dwa tygodnie od upieczenia. W czasie wielkanocnym w Italii zajadają się innym ciastem, ale w zasadzie największa różnica, to kształt, a mówi o nim jego nazwa, colomba. Szczerze, to trudno mi w tym wypatrzeć gołębicę, szczególne w już upieczonej babie, ale od czego jest wyobraźnia. Bazując na smaku panettone i colomba są bardzo, bardzo tożsame. A ponieważ nasze tradycyjne baby pieczemy głównie na Wielkanoc, postanowiłam w tym roku upiec drożdżowe baby według przepisu na panettone, ponieważ przygotowuje się go w postaci wysokiej kopuły, w okrągłych papierowych formach. Niecierpliwość moja sprawiła, że pierwsza próba została wypieczona zanim zamówione formy dotarły, ale już wiem, że choć czasochłonne, trzymanie się tradycyjnego włoskiego przepisu, daje efekt naprawdę wart zachodu. Baba jest delikatna, aromatyczna, napowietrzona
i przepyszne. Przeszukałam sporo włoskich blogów i ostatecznie zdecydowałam się na przepis ze strony tavolartegusto.it przedstawiony przez Simone Mirto. Podaje ona informację,
że korzysta z książki "Cresci", w której panettone zajął się Maestro Iginio Massari.

Jednak oczywiście delikatne zmiany poczyniłam. Na przykład zamiast drożdży piwnych użyłam świeżych spożywczych. Zmniejszyłam ilość  soli oraz, już po spróbowaniu gotowego wyrobu, podaję odrobinę więcej cukru niż Simona, ale tylko o 10g. To będzie długi przepis, sporo czynności i trzeba wszystko dobrze rozplanować w czasie, ale obiecuję, jeżeli podejmiecie ten trud, nie będziecie żałować. W zasadzie to drożdżowe, tylko takie kilkakrotnie fermentujące. Co ważne, można upiec tę babę już teraz i cieszyć się nią na święta. Samo przygotowanie zajmie 2 dni, oczywiście nie chodzi o nieustającą dwudniową harówkę, lecz różne czynności i czas między nimi.  Przejdę w końcu do konkretów i przedstawię listę składników w rozbiciu na etapy, w jakich będą wykorzystywane.

Etap 0 

Mix aromatyczny:
-2 pomarańcze(skórka)
-1 cytryna(skórka)
-2 łyżeczki esencji waniliowej lub ziarenka z połowy laski wanilii
- 1łyżeczka rumu lub innego alkoholu
- 10g dobrego miodu naturalnego. 

Dodatki: 
- kandyzowana skórka z około 3 pomarańczy 
- 250g rodzynków sułtańskich.

I etap - Biga
- 40g mąki pszennej
-30g wody letniej
- 1g cukru
- 20g świeżych drożdży

II etap - 1. ciasto
- wyrośnięta biga
- 1/2 żółtka L
- 30g wody letniej
- 55g mąki
- 4g cukru

III etap - 2. ciasto
- 1 ciasto
- 1/2 żółtka L
- 50g wody letniej
- 100g mąki
- 25g drożdży świeżych
- 5g cukru

IV etap - 3. ciasto
-3 żółtka L
- 5 jajek L
- 500g mąki
- 180g cukru
- 150g masła
- 1 łyżeczka soli

Jak wspomniałam wcześniej przygotowania trzeba rozplanować. Minimum dzień wcześniej, a najlepiej kilka dni przed pieczeniem, przygotować aromatyzujący mix do ciasta oraz przesmażyć skórkę pomarańczową z trzech pomarańczy, oczywiście można też kupić gotową, ale domowa moim zdaniem jest lepsza, najczęściej mam taką zawsze w lodówce. Robię większą ilość i trzymam w zakręconym słoiczku. Potrzeba 150g kandyzowanej skórki albo 100g skórki i 50g innego kandyzowanego owocu.


Na mix aromatów mieszam miód, alkohol i esencję waniliową.


Wyparzone, osuszone pomarańcze i cytrynę obcieram na tarce i otrzymuję wiórki skórek, dodaję do miodu, mieszam. Foliuję i odstawiam w chłodne miejsce. Nawet kilka dni może poczekać do wykorzystana w ostatnim etapie robienia baby.


W przededniu pieczenia baby zaczyna się zabawa. Na początek biga, czyli rodzaj zaczynu drożdżowego.  W miseczce połączyć mąkę, cukier, wodę i delikatne wkruszam drożdże. Te należy wyjąć z lodówki około 20 minut wcześniej.


Wszystko rozetrzeć łyżką i mieszać do uzyskania jednolitej masy.


Tę zabezpieczyć przed wysychaniem folią lub spodeczkiem i odstawić w ciepłe miejsce na około 1,5 godziny. W tym czasie należy zająć się rodzynkami. W sporym naczyniu 250g rodzynek zalewać wodą, po pół godzinie wypłukać i wymienić na świeżą wodę. Zadbanie
o porządne nasączenie rodzynek jest kluczowe dla uzyskania długotrwałej świeżości baby.
To właśnie one, oddając swą wtórnie nabytą wilgoć, sprawiają, że całość nie przesusza się
z upływem dni.


Teraz czas na II etap . W dużej misce robota umieścć mąkę, konkretnie jej 55g,


pięknie wyrośniętą bigę,


i wszystkie pozostałe składniki tego etapu tj. połowę roztrzepanego żółtka dużego jajka, 30g wody letniej i 4g cukru.


Kilka minut wyrobić końcówką do ciasta na średnich obrotach, do uzyskania jednolitej masy i jeszcze moment, w sumie jakieś 5 minut. Zafoliować i odstawić w ciepłe miejsce tym razem na około 3 godziny, powinno prawie potroić swoją objętość.


III etap to dodanie do wcześniejszego ciasta połowy żółtka, 50g letniej wody, 5g cukru, 


a także 100g mąki, na którą trzeba wkruszyć 20 minut wcześniej wyjęte  z lodówki drożdże.


Znowu miksować 5 minut na średnich obrotach.


Gotowe, zabezpieczone przed wysychaniem odstawić w ciepłe miejsce na kolejne fermentowanie, około 4 godzin.


Trochę przed upływem tych godzin przygotować wszystkie składniki do ostatniego etapu. Rodzynki osuszyć na sicie i ściereczce, aromatyczny mix przenieść do temperatury pokojowej, tak samo jajka i  masło. Jajka najlepiej umyć w bardzo ciepłej wodzie, żeby mieć pewność odpowiedniej temperatury, a najlepiej już od kilku godzin trzymać je w temperaturze pokojowej.


Do ciasta z poprzedniego etapu przesiać mąkę i dodać jajka  i żółtka.


Miksować na średnich obrotach dodając powoli połowę cukru i sól.


Jeżeli dysponujecie odpowiednio dużą misą robota możecie cały czas pracować mieszając przy jego pomocy. Ponieważ moja jest za mała pod koniec przełożyłam ciasto do innej misy, dodałam resztę cukru, mix ze skórek i miodu i wyrobiłam ręcznie jednolite ciasto. Do niego na koniec znowu ręcznie wmieszałam stopniowo miękkie masło,  a gdy już całkiem zaniknęło w cieście, wyrabiać dalej, aż będzie elastyczne i da się wyciągną w prawie przeźroczystą wstążkę ciasta bez rozrywania. Dopiero teraz  dodać rodzynki ze ściereczki i kandyzowaną skórkę pomarańczy. Ją też trzeba z wyprzedzeniem wyjąć z lodówki.


Takie wyrobione  ciasto jest prawie gotowe do przełożenia w formy. Simona proponuje 1 dużą na około kilogramową babę i drugą połowa z tej albo 3 babki o zbliżonej wielkości. Gotowe ciasto wyłożyć i po podzieleniu na pożądaną liczbę porcji, przykryć na krótki odpoczynek, tak z pół godziny. Teraz pozawijać szpatułką do ciasta pod spód, formując jakby wielką bułkę z każdej porcji. Delikatnie przełożyć do form. Kluczowe jest, aby nie podsypywać tu mąką, to trudne, ale inaczej nie uzyska się odpowiednej delikatności ciasta.


Najlepsze formy byłyby 3 o średnicy około 20 centymetrów. Te specjalne na panettone idealnie powinny wypełnić się po brzeg podczas długiego wyrastania. Jednak nie zniechęcajcie się brakiem form. Można użyć niedużej tortownicy. Wyłożyć dno papierem do pieczenia,  z podwójnie złożonego pasa zrobić wysoki komin, który pozwoli urosnąć babie. Aby dobrze się trzymał, warto ściankę tortownicy lekko posmarować masłem. W jednej zapomniałam to zrobić  i babka rosnąc uniosła papier w górę, przez co nieco się zdeformowała. Nieważne, smak i tak jest przecudowny! Myślę, że można się nawet pokusić
 o wypieczenie tego ciasta w tradycyjnej formie na babki w polskim stylu, pamiętając oczywiście, by nie dać więcej niż do 1/2 wysokości blaszki.


Baby w formach czeka teraz długie wyrastanie, od 7 do 11 godzin. Mogą teraz zabezpieczone przed nadmiernym wysychaniem stać w pokojowej temperaturze, ale uważać trzeba na przeciąg i inne skoki temperatury. 


Pamiętajcie, że w przypadku ciast drożdżowych wszystkie podawane czasy są umowne, ważniejsze jest pilnowanie zasady do jakiego poziomu powinno wyrosnąć. Czyli w początkowych fazach podwoić czy potroić objętość, a już w formach też podobnie. Godzinę przed planowanym pieczeniem zdejmijcie folie, stworzy to delikatnie chrupiącą skórkę na babie. 


U mnie brak form poskutkował tym, że nie mogłam wykończyć jak należy ciasta, nacięciami i rodzajem wzoru, dodatkowo ubogaconego ekstra masełkiem. Zrobię następnym razem. Baby wkłada się do piekarnika rozgrzanego  do 175 stopni i piecze około 40 minut. U mnie to było troszkę za długo, choć w końcowych 10 minutach zmniejszyłam temperaturę i przykryłam wierzch folia aluminiową. 


Tak całkiem po włosku to panettone studzi się na specjalnych drutach odwrócony spodem do góry, żeby się właśnie nie zapadło i pięknie prezentowało. Za późno pomyślałam, że mogłam tak zrobić używając drutów do ręcznych robótek.


Jak widać dużo tu planowania. Ja swoje baby upiekłam około 8 rano, a bigę nastawiłam około 12 w południe poprzedniego dnia, wyglądało to mniej więcej tak: 12 biga, 13.30 I ciasto, 16.30 II ciasto, 20.30 III ciasto, które w formach znalazło się około 22  i pieczenie po nocy wyrastania około 8 rano.


Jest trochę zbiegów, ale mam nadzieję, że ktoś odważny  i podzieli się wieściami o tym ze mną. Jak widać u nas pierwsza baba poszła na dzisiejsze śniadanie. Mniam :)





Trochę taki Pakman pożerający samego siebie wyszedł :)


Zapraszam do wypróbowania i smacznego!


#babawielkanocna #babkadrozdzowa #panettonedomowe #drozdzowewewloskimstylu #najdelikatniejszababkadrozdzowa #babkawyzwanie #wielokrotnafermentacja #itbmtt




niedziela, 21 marca 2021

Lemon curd - tradycyjny cytrynowy krem angielski



Ten pyszny, słodko-kwaśny krem cytrynowy jest podobno angielskiego pochodzenia. Jednak dla mnie jest włoskim wspomnieniem. Wiele lat temu podróżując z siostrą autostopem dotarłyśmy pod Turyn, gdzie mieszka nasza kuzynka. Nim ruszyłyśmy dalej na południe spędziłyśmy w jej gościnnej rodzinie kilka dni. Kuchnia Ani była mieszaniną polskich i włoskich smaków, a lemon curd jako rodzaj smarowidła do porannego pieczywa był obecny we włoskiej rodzinie męża  Ani od lat, zatem nic dziwnego, że robiła go i ona. Pamiętam, że bardzo nam smakował, był to zupełnie nowy smak, nieporównywalny z żadnym znanym nam dotychczas. Dostałyśmy przepis od Ani, ale minęły długie lat nim wpadł mi ponownie w ręce. Czytałam już o nim wielokrotnie i postanowiłam, że pora najwyższa zrobić własny. Ten wyrazisty krem ma wiele zastosowań. Może być dodatkiem do ciasta, naleśników, deserów. Można użyć go do bitej śmietany i uzyskać lekki krem cytrynowy. Stosuję taki do tortu bezowego i muszę przyznać, że to jeden z moich bardziej ulubionych. 
Wykonanie curdu jest proste. Są też różne wersje, z całymi jajkami, z większą lub mniejszą ilością cukru i soku, w zasadzie myślę, że kto polubi ten smak sam sobie ustalić może proporcje. U mnie dziś składniki na 3 słoiczki.

Potrzeba:
- 6 dużych żółtek
- 250g cukru
- sok z 3 cytryn 
- otarta skórka z 3 cytryn 
- 90g masła
 

Żółtka najlepiej od razu umieścić w odpowiednio dużej misce, najlepiej takiej, która nadaje się do użycia w kąpieli wodnej. Dodaję do nich cukier i chwilę ubijam , taki kogiel-mogiel powstaje, choć ciągle jeszcze widać trochę w nim ziarenka cukru. Potem ubijam dalej stawiając miskę na garnku z parującą wodą. Ubijam kilka chwil, a kiedy już prawie nie ma wyraźnego cukru dorzucam masło w kawałeczkach oraz cytrynę tj. i skórkę i sok. Soku jest około 100-110ml. Zależy oczywiście od wielkości i soczystości owoców, jakich używam. Najlepsze są cytryny z upraw naturalnych, ale i takie oczywiście przed otarciem skórki trzeba wyszorować i najlepiej wyparzyć.


Wszystko łączy się bardzo szybko, trzeba cały czas mieszać nie zdejmując z pary. Można też przygotować curd w garnczku z grubym dnem i wówczas od razu w nim przygotowywać wszystko i nie stosować kąpieli wodnej tylko postawić naczynie na średnim ogniu. Jednak ta metoda wymaga większej uważności, bo żółtka z cukrem łatwo się przypalają. Cały czas ubijania, łącznie z tym poza kuchenką to około 10 minut. Po tym czasie ruch trzepaczki powinien pozostawiać na lekko gęstniejącym kremie wyraźny ślad.


To znak, że robota prawie skończona. Pozostaje jeszcze przelać szybko krem do przygotowanych słoiczków. Szybko zakręcony będzie mógł być przechowywany w lodówce do 2 tygodni. Jeżeli minimalne niteczki skórki cytrynowej przeszkadzają wam  i wolicie aksamitny  krem, możecie pozbyć się ich przeciearjąc ciepły krem przez siteczko i dopiero wtedy zamknąć w naczyniach do przechowywania. Ja ich prawie nie zauważam. W ogóle mi nie przeszkadzają nawet, gdy używam lemon curdu do kremu na bazie śmietanki. 


W ogóle angielskie słowo "curd" oznacza rodzaj twarogu, zatem lemon curd jest swoistym cytrynowym serkiem, takim bardziej topionej konsystencji. Dla mnie to przepyszny pomysł do wykorzystania na wiele sposobów. Można w podobny sposób zrobić też pomarańczowy i oblizywać się bez opamiętania podczas degustacji. Pycha! Mówię Wam pycha!



Nie ma co zresztą gadać, idę skosztować, czy aby nie mdły.


#lemoncurd #domowylemoncurd #kremcytrynowy #wykorzystaniezoltek #itbmtt









 



niedziela, 14 marca 2021

Suflet czekoladowy, czyli stopczas

 


Mój ulubiony fragment weekendu to piątkowy wieczór, szczególnie taki zaczynany od słodkiego lenistwa, ponieważ Najlepszy Mąż zajął się już domowymi porządkami. Wchodzę wtedy do domu i od progu wiem, że relaks czas zacząć. Zamiast cotygodniowego biegania ze ściereczką i mopem mogę poświęcić się  innym zajęciom, choćby pieczeniu. Bywa jednak, że pojawią się inne sprawy i czasu lub chęci na wypieki brak. Nadchodzi niedziela i deseru nie ma. Co wtedy? Wtedy zawsze warto przypomnieć sobie o niezawodnym przepisie na suflet czekoladowy, a w zasadzie kilka małych jego porcji. To jeden z wielu pomysłów na słodkości 
z książki Pawła Małeckiego. Dotychczas żaden mnie nie zawiódł, a te ciemne obłoczki prosto 
z ceramicznych kokilek są przesmaczne.
 Za każdym razem, kiedy je przygotowuję nasze rozmowy przy stole podsumowuje uwaga, że za rzadko je jemy. Każda łyżeczka przenosi w krainę błogiej radości 
i spokoju. Daje przyjemne zatrzymanie w nieco hedonistycznym nastroju. Jeśli tylko macie ochotę też to poczuć przygotujcie:

- 125g gorzkiej czekolady
- 90g masła + odrobinę do foremek 
- 70g cukru pudru
- 50g mąki pszennej
- 3 jajka L

To składniki na 4 porcje.


Przygotowanie deseru to ledwie chwila. Rozdrobnione kawałki czekolady i masła roztapiam do uzyskania jednolitej masy. 
I odkładam do przestudzenia. 


Jajka ubijam z cukrem na puszystą piankę 
przy użyciu miksera. 


Potem tylko łączę delikatnie z czekoladą
 i przy  pomocy rózgi kuchennej mieszam też 
z przesianą mąką. 


Przelewam gotowe do wysmarowanych masłem i lekko wysypanych mąką foremek, w których deser  zostanie podany. 


Moje kokilki mają około 12 centymetrów średnicy i 5 wysokości. W nieco mniejszych można uzyskać wyższą czapeczkę wyrośniętego gotowanego sufletu.


Wkładam do piekarnika rozgrzanego do 170stopni na około 10 minut. Wyraźnie wyrosną, opieką warstewkę wierzchnią, a środek powinien pozostać lekko płynący. 


Przed podaniem można posypać lekko cukrem pudrem i podawać kilka minut po wyjęciu z piekarnika, muszą być lekko przestudzone, żeby nie parzyły, ale wciąż były dobrze ciepłe.


Jak widać robi się je szybko i niezmiernie łatwo, a dla wszystkich miłośników czekolady to wspaniała alternatywa zamiast zwykłego łamania tabliczki.  


Ja uwielbiam ten smak szczególnie w towarzystwie kubka  dobrej kawy.


Spróbujcie sami. 


#deserczekoladowy #sufletczekoladowy #czekoladainaczej #gorzkagoplana # #itbmtt