Moje przepisy

poniedziałek, 16 listopada 2015

Pierniczki leckerli






Kiedy dni skracają się coraz mocniej, a noc zaczyna zaglądać nam w okna zbyt wcześnie, musimy szukać zajęć w domu. Szczególnie kiedy mamy dzieci i często trzeba mierzyć się 
z ich narzekaniem na nudę. Co prawda często przypominam moim chłopcom, że nie mogą się nudzić, przecież zawsze przebywają w interesującym towarzystwie, swoim własnym, jednak dzieciom organizowanie dnia jest potrzebne. Wiadomo nie od dziś, że jednym 
z przyjemniejszych zajęć rodzinnych jest zdobienie świątecznych pierniczków. No tak, 
ale żeby było co zdobić najpierw należy ciasteczka upiec. Od kilku lat do pieczenia bożonarodzeniowych pierniczków wykorzystujemy przepis na szwajcarskie ciasteczka leckerli, pochodzą z Bazyleii i są pieczone w całości, dopiero po upieczeniu kroi się je 
na rodzaj prostokątnych batoników. My wałkujemy je trochę cieniej i przed wypiekiem kroimy foremkami. Ciastka te są przepyszne, ale też szczególne. Krótko po upieczeniu twardnieją i są baaardzo twarde, potrzebują ok. miesiąca, a nawet półtora. aby za naszą cierpliwość odpłacić naprawdę cudownym smakiem. Najczęściej staram się przygotować ciasteczka zaraz po 1 listopada, są gotowe, idealne na Wigilię, kilka dni wcześniej tylko je lukrujemy i zdobimy, teraz nie jestem pewna, czy nie będą bardziej na Nowy Rok. Ich dojrzewanie zależy od warunków, w jakich są przechowywane. U nas leżą w nieogrzewanej spiżarce, w koszyczku tylko lekko okryte papierem.

Pora przedstawić przepis. Przygotowujemy:



500 g maki 
400 g miodu 
150 g cukru pudru
30 g migdałów bez skórki, posiekanych
50 g skórki pomarańczowej smażonej/kandyzowanej
5 g sody oczyszczonej
20 g przyprawy do piernika
trochę mleka do posmarowania ciastek przed pieczeniem

Jeżeli dysponujemy miodem w stałej postaci, trzeba go rozpuścić na bardzo delikatnym ogniu. Kiedy jest lejący, łączymy  go z mąką i mieszamy aż się połączą. Następnie przekładamy masę na blat roboczy i dodajemy wszystkie składniki. Następnie wyrabiamy ciasto, nie będzie to łatwe, ani szybkie. Wymaga cierpliwego zagniatania składników, najlepiej najpierw pracować przy użyciu dużego noża, jak przy cieście kruchym, następnie pracujemy rękami i szczerze mówiąc będą dość spracowane.








Teraz należy już tylko rozwałkować ciasto i wykroić foremkami pierniki. Staram się robić ciastka grubości ok. 7-8 mm, ale jeśli chcecie spróbować upiec całość, jak w oryginalnym przepisie szwajcarskim, lepiej uzyskać grubość 1 cm na jedną blachę. Z przygotowanego ciasta wychodzi ok. 4 blaszek ciastek, oczywiście ta ilość może być różna, zależy 
od grubości ciastek i wielkości foremek, jakich używamy. Ciastka układam na blaszce wysmarowanej masłem i wysypanej mąką. Nie ma potrzeby zostawiać dużych przerw, wyrosną, ale nie przesadnie dużo. Jeszcze tylko smaruję je pędzelkiem zamoczonym 
w mleku. Wkładam do piekarnika rozgrzanego do 200 st. i piekę ok. 10 minut. Trzeba pilnować, żeby nie spalić pierniczków, jest w nich dużo słodyczy, a ta łatwo się przypala. Zdejmuję gorące ciastka delikatnie na papier, dość szybko stygną i robią się twarde jak kamyki. Skosztować można tylko cieplutkie. Mniam! A potem czekamy. Po kilku tygodniach zrozumiemy na co. Oczywiście pyszne są i bez lukrowania, ale warto  przed podaniem tradycyjnie poświęcić wieczór na dekorowanie ciasteczek. My lukrujemy, ale przecież każdy ma swoje upodobania. Można zastosować dowolny sposób upiększania tych świątecznych łakoci.







Takie są nasze ulubione pierniczki na Boże Narodzenie. 

Przepis pochodzi z książki wydanej jeszcze w PRL-u "Potrawy z czterech stron świata" Macieja E. Halbańskiego. Polecam. Książkę i pierniczki. 






#pierniczki #leckerli #zdziećmi #ciastka


sobota, 14 listopada 2015

Chrzanimy tę zupę



Dzisiaj propozycja w związku z nadchodzącą zimą, Jest to bardzo sycąca, rozgrzewająca zupa chrzanowa, która gości na naszym stole od kilku lat. Przepis pochodzi z programu Roberta Makłowicza. Zupa jest tak  prosta, że nawet nowicjuszowi w kuchni powinna się udać, a jak twierdzi moja chrześnica, karmiąca nią już także swoją kilkuletnią córeczkę, nie jest dobra, jest pyszna! Tym samym można powiedzieć, że nieskomplikowana receptura 
na zupę chrzanową przeszła na kolejne pokolenie :). Jej zaletą jest bardzo szybki czas przygotowania. Praktycznie potrzeba tyle czasu ile gotują się ziemniaki, plus jakieś 15 minut, obejmujące krojenie składników. Potrzeba:




30 dag boczku wędzonego
4-5 ziemniaków
1 cebula
2 listki laurowe
1 ziarno ziela angielskiego
1 kostka rosołowa
3 łyżki śmietany
1 duża łyżka mąki pszennej
2-3 łyżki startego chrzanu
1 łyżka majeranku
woda

Z powyższych składników przygotować można 6 dużych porcji zupy lub 8 mniejszych, jeśli planujemy po niej jeszcze kolejne danie, polecałabym raczej lekkie. My zupę zawsze jemy jako samodzielne danie obiadowe, pierwszy posiłek po powrocie do domu po pracy i szkole.




Boczek, obrane i opłukane ziemniaki i cebulę kroimy w kostkę takiej wielkości jak lubimy. Wrzucamy do garnka, w którym będziemy gotować zupę. Dorzucamy listki i ziele angielskie. Wlewamy zimną wodę, około 2 litry. Stawiamy na kuchenkę i na dużym ogniu zagotowujemy pod przykryciem. Kiedy płyn zacznie kipieć zdejmujemy pokrywkę, dodajemy kostkę, mieszamy i gotujemy aż  ziemniaki będą prawie ugotowane, tak około 10 minut, ale to powinno się już odbywać na zmniejszonej temperaturze gotowania, ma tylko lekko "mrugać".



 Nim upłynie ten czas trzeba rozetrzeć mąkę w śmietanie odwróconą łyżką, następnie dodajemy do zupy praktycznie równocześnie chrzan, zahartowaną gotującą się odrobiną zupy śmietanę oraz majeranek. Gotujemy 2 minuty, chodzi tylko o przegotowanie zupy, 
aby mąka straciła swój surowy smak. Można doprawić solą i pieprzem.




Gotowe! Podajemy z chlebem. Najlepiej na zakwasie :). Zupa jest w smaku podobna nieco do żurku, jej ostrość zależy od siły użytego chrzanu, ale trzeba pamiętać, że każde przedłużone gotowanie, grzanie zmniejsza intensywność chrzanowego smaku. Spróbujcie!




Smacznego!


#zupa #chrzan #obiad #szybkiedanie


czwartek, 12 listopada 2015

Rogale marcinkowickie


Już w poniedziałek z przykrością zdałam sobie sprawę, że nie uda mi się zrobić wpisu 
na temat rogali przed 11 listopada, ponieważ chciałam poczęstować rodzinę ich najświeższą wersją w dniu święta, a było to równoznaczne z opóźnieniem w publikacji. Trudno. Mam nadzieję, że ten słodki mariaż drożdżowego ciasta i maku możecie też stworzyć np. w okazji najbliższych świąt Bożego Narodzenia, wystarczy zamienić biały mak na niebieski albo nie zamieniać :). Nasze robione od kilku lat rogale nie mogą być marcińskimi ani świętomarcińskimi, ponieważ nie powstają w certyfikowanej cukierni położonej na ziemi wielkopolskiej, ale czy to umniejsza ich smaczność? Absolutnie nie!
Bazą do tego rarytasu są dwa przepisy ze strony Pani Doroty mojewypieki.com. Ponieważ oryginalne  ciasto na rogale jest wersją długo wyrastającego drożdżową ciasta półfrancuskiego, takiego maślanego, wielokrotnie listkowanego, aby uprościć sobie pracę wybrałam ciasto duńskie, także bardzo maślane i drożdżowe, różniące się głównie tym, że masło wprowadza się do ciasta w drobniutkich kawałkach, a nie w dużych wałkowanych płatach. Poza tym ciasto duńskie ma dodatkową zaletę: gotowy płat ciasta do 4 dni można przechować w lodówce.
Na ok. 14 całkiem pokaźnych rogali potrzeba:

350 g mąki pszennej 
15 g drożdży świeżych (lub 7 suchych)
1 łyżeczka soli
25 g drobnego cukru
250 g zimnego masła
60 ml ciepłej wody
125 ml mleka
1 jajko

I etap
Na początek mieszam wodę z mlekiem i jajkiem. Używam wody prosto z kranu ok. 40 st. po zmieszaniu płynnych składników odstawiam je w pokojowej temperaturze.
Następnie kroję w malutką kostkę całe masło i odkładam do lodówki. Teraz mieszam wszystkie  składniki sypkie z drożdżami, które wkruszam bezpośrednio do mąki. Następnie dodaję masło i mieszam rózgą kuchenną lub szpatyłką, można hakiem robota, ale jako że robi się to naprawdę krótko, trochę nie chce mi się rozkładać całego robota na te parę ruchów. Masło, a nawet drobinki drożdży całkiem pozostają widoczne w mieszaninie, którą na tym etapie trudno nawet nazywać ciastem. Tak ma to wyglądać. Krok następny to uzupełnienie ciasta o wymieszane płyny i znowu przemieszamy kilkoma ruchami szpatułki. I to koniec na dzień pierwszy. Naczynie należy szczelnie zakryć folią i odstawić na noc do lodówki. (lub na okres do 4 dni)


wkruszone drożdże na sypkich składnikach

wymieszane jajko, woda i mleko

przygotowane kosteczki masła 


łączenia masła z suchą masą

maślane kosteczki pokryte mąką

masa po wymieszaniu z płynem 

II etap
To ostateczne przygotowanie ciasta.Masę zimną i twardą wyjmujemy z lodówki godzinę przed dalszą pracą. Po tym czasie zmięknie na tyle, że da się wałkować na umączonym lekko blacie, raczej należy delikatnie podsypywać mąką, żeby ciasto zostało jak najdelikatniejsze. Trzeba je rozwałkować na duży płat, będzie w nim widać i maślane kropy i drożdżowe kropeczki i nic się tym nie należy przejmować. Ich mapa będzie zanikać w miarę postępowania z kolejnym składaniem i wałkowaniem, ponieważ ciasto kilkakrotnie, trzy, cztery razy należy rozwałkować, a potem złożyć jak list na trzy. Lekko podsypujemy spód ciasta, a wałek delikatnie gładzimy omączoną dłonią.
Tak potraktowany 4 razy płat ciasta   zawinąć w folię oprószając je mąką i odłożyć do lodówki na czas do 4 dni lub pól godziny.
UWAGA jeżeli ciasto po I etapie było chłodzone dłużej niż noc czy dobę, to przygotowujemy je do wypieku już po pół godzinie. Ciasto tylko RAZ może być odłożone na czas do 4 dni.
Przed formowaniem rogali ciasto można jeszcze lekko rozwałkować, gdy płat wyda się nam za gruby, Najlepiej, żeby miał ok. pół centymetra.

wyjęte z lodówki zimne ciasto  lekko "rwące się" pod wpływem pracy drożdży 

po godzinie przekładamy na stolnicę

wałkujemy omączonym wałkiem, widać masło i drożdże

składamy jak list, na trzy

odwracamy o 180 st. i znowu wałkujemy do uzyskania dużego płata

po czterokrotnym wałkowaniu i składaniu ciasto zawijam jak rulon przy pomocy folii, dodatkowym kawałkiem folii owijam całość szczelnie folią i w takim śpiworku ładuję do lodówki.


NADZIENIE

Nadzienie rogali na 11 listopada opiera się na białym maku i orzechach. Potrzebujemy:

260 g białego maku
80 g masy marcepanowej
80 g orzechów włoskich
80 g obranych migdałów
2 pokruszone biszkopty
3/4 szklanki cukru pudru
1 lub 2 łyżki skórki pomarańczowej kandyzowanej lub domowej smażonej
2-3 łyżki śmietany 18%

Oprócz tego:
1 jajko z odrobiną mleka
garść posiekanych orzechów/migdałów
szklanka cukru pudru i 3-4 łyżki gorącej wody


Mak z orzechami zalewamy wrzątkiem i zaparzamy ok. 15 minut, następnie po odsączeniu przy użyciu np. ściereczki na durszlaku mielimy mak dwukrotnie dodając podczas mielenia także migdały. Zmieloną masę można w razie konieczności przechować np. jeden dzień w lodówce przed dalszymi przygotowaniami. Następnie rozdrobniony marcepan łączymy z cukrem, dodajemy do maku. Dodajemy biszkopty i skórkę oraz na początek łyżkę śmietany, mieszamy, jeżeli jest za sucha, sypie się mocno, dodajemy trochę śmietany, do uzyskania spójnej masy, ale niezbyt mokrej. Teraz masa powinna już być gotowa.

Pora wyjąć z lodówki ciasto - po pół godzinie lub kilku (do 4 dni) dniach.
Delikatnie rozwijamy płat ciast, jeśli wcześniej nie wałkowaliśmy do pół centymetra robimy to teraz. Przy pomocy noża do pizzy lub radełka do ciasta kroimy ciasto na trójkąty równoramienne o wysokich bokach. Smarujemy dosyć grubo masą pozostawiając puste brzegi z wszystkich stron trójkątów, zwijamy od podstawy trójkątów, odkładamy na blachę przykrytą papierem do pieczenia. Przykrywamy ściereczką kuchenną i w pokojowej temperaturze zostawiamy do wyrastania na ok. 40 min., muszą wyraźnie podrosnąć Po tym czasie smarujemy rogale jajkiem roztrzepanym z odrobiną mleka i wstawiamy na ok. 30 minut do ROZGRZANEGO do 180 st. piekarnika. Czas pieczenia na złoty, delikatny brąz wymaga pilnowania, każdy piekarnik piecze po swojemu. Ja piekę dwie blachy jedna nad drugą na ustawieniu piekarnika do pieczenia ciast, to jest rodzaj delikatnego termoobiegu, producent obiecuje, że pozwala to uzyskać w całym piekarniku jednakową temperaturę.



Po wyjęciu gotowych rogali trzeba je jeszcze pomalować lukrem utartym z cukru pudru i gorącej wody i przykleić na nim posiekane orzechy lub mieszankę posiekanych orzechów i migdałów.




Oczywiście jak każde ciasto drożdżowe i półfrancuskie najlepsze są wciąż odrobinkę ciepłe, kruche na zewnątrz, miękkie wewnątrz,  ale i w kolejnym dniu są warte swoich ok. 400 kalorii - spalić można przez godzinę szybkiego marszu w tempie ok. 6,5 km/h :)


I pamiętajcie: na wigilijnym stole, wypełnione niebieskim makiem mogą zastąpić tradycyjny zawijaniec makowy. Czemu nie?



Mniam Mniam!


#rogalemarcinskie #ciastoduńskie #drożdżowe #zmakiem rogaleznadzieniem #maślane







czwartek, 5 listopada 2015

To już nie będziemy jeść hamburgerów?



Takie pytanie padło przy naszej ostatniej wizycie w Mc'u. Ponieważ uważam, że popadanie w każdą przesadę jest szkodliwe, obiecałam, że będziemy teraz w domu przygotowywać takie potrawy, jakie dzieci lubią z fast food'ów, a różnica będzie taka, że zawsze będą to posiłki ze świeżych produktów, bez polepszaczy, konserwantów itd., itp. Od tamtego czasu robiłam już i domowe nuggetsy i pity, a dziś podzielę się naszymi domowymi burgerami.

BUŁECZKI




Na początek potrzebne są mięciutkie, lekko słodkawe bułeczki z brązową lśniącą skórką obsypaną sezamem. Oczywiście bez problemu przygotowujemy je w domu. U nas to odrobinkę zmodyfikowana wersja bułek ze świetnej strony smakowitychleb.pl

Oto czego potrzebujemy:

500 g mąki pszennej np. typ 550, ale nawet z najpopularniejszej tortowej też wyjdą
2 płaskie łyżeczki suchych drożdży
30 g cukru
2 płaskie łyżeczki soli
65 g masła
285 ml mleka
50 g sezamu + łyżka do posypania
1 jajko (może być samo białko, żółtko użyjemy do kotletów)

Po przygotowaniu wszystkich składników łączymy najpierw wszystkie sypkie i mieszamy. 



 Masło rozpuszczamy na kuchence, a później łączymy z mlekiem. Jeśli płyn jest odrobinę za chłodny lekko można go ogrzać na słabym ogniu.
Teraz letni płyn mleczno-maślany wlewamy do suchych produktów i początkowo mieszamy łyżką, następnie wyrabiamy ręką lub robotem hakiem do chleba. Wyrabiamy kilka minut do uzyskania elastycznego ciasta o jednolitej strukturze, formujemy kulę i przykrywając ściereczką kuchenną pozostawiamy do wyrośnięcia na ok. 1,5 godz.




Teraz oddajemy się swym ulubionym zajęciom, czytamy, śpimy (z ustawionym budzikiem :) lub zastanawiamy się, czemu znowu nie możemy się dogadać ze swoimi dziećmi, a ciasto pozostawione w zacisznym miejscu w pokojowej temperaturze robi wszystko, by nam po odpowiednim czasie humor poprawić.
Wykładamy je teraz na omączony blat i dzielimy na odpowiednią ilość części. U nas z tej porcji robię 16 średnich bułeczek, lubimy raczej poręczne, niezbyt wielkie burgery i takich bułek potrzebujemy. Formując bułki tworzę  kulki, które powstają przez składanie ciasta jakby były czymś nadziewane, złożenie kładziemy tak by było pod spodem i umieszczamy wszystkie bułki na blaszce z papierem do pieczenia, lekko je spłaszczamy i przykrywamy na kolejne wyrastanie. Tym razem potrzebujemy ok. 40 minut.




Jeszcze przed upłynięciem 40 minut  należy rozgrzać piekarnik do 200 st. Przed umieszczeniem bułeczek w piekarniku smaruję je  za pomocą pędzla kuchennego  roztrzepanym białkiem z odrobiną mleka i posypuję ziarnem sezamowym. Pozostało już tylko pieczenie. 
Po ułożeniu bułek na papierze można je też włożyć do czystej reklamówki i odłożyć do lodówki na noc. Rano wstajemy, wyjmujemy blachę z lodówki, grzejemy piekarnik do 200, stopni, bułki smarujemy białkiem i posypujemy sezamem, w ciągu 30 minut mamy pyszne śniadaniowe bułeczki.
Wczoraj zrobiłam podwójna porcję ciasta i właśnie tak postąpiłam z połową bułek, by dziś cieszyć się ciepłym pieczywem rano.

Pieczemy ok. 15 minut pilnując, by ładnie zbrązowiały. Zawsze grzałka górna i dolna, ale bez nawiewów. Przed wyjęciem najbezpieczniej jest zrobić próbę z patyczkiem drewnianym, wbity i wyjęty suchy z bułki świadczy o gotowości wypieku.







KOTLECIKI

Za przygotowanie kotletów zabieramy się, kiedy odkładamy bułki do drugiego wyrastania.
Zwykle robię burgery z mięsa wołowego, ale dziś okazało się, że mąż zaopatrzył mnie w mielone mięso z indyka, ponieważ obawiałam się, że jednak może być troszkę za suche dodałam do niego troszkę wędzonego boczku, wpłynęło to całkiem fajnie na smak potrawy.

Składniki:

500 g mięsa mielonego z indyka (lub wołowiny)
40 g boczku wędzonego  (pominąć przy wołowinie)
3 średnie korniszony
1 łyżka musztardy
2-3 łyżki sosu sojowego
2 żółtka
20 cm kawałek selera naciowego łącznie z częścią ulistnioną
pieprz, sproszkowana czerwona słodka papryka

olej słonecznikowy i masło klarowane do smażenia











Kroimy drobniutko seler, korniszony, boczek, łączymy z mięsem, musztardą, sosem, żółtkami i dosmaczamy wg upodobań pieprzem i papryką. Następnie wyrównujemy przygotowane mięso. Aby kotleciki były zbliżonej wielkości rysuję na nich ślady dzieląc masę mięsną na pożądaną liczbę części, najpierw dzielę zawartość miski na pół, na cztery itd.



Nabieram mięso łyżką,formuję kotlety w rękach, za każdym razem mocząc dłoń w zimnej wodzie, żeby zminimalizować klejenie się. Odkładam gotowe na deskę.



Kotlety zaczynam smażyć krótko po wyjęciu bułek z pieca i ułożeniu na kratce do lekkiego przestudzenia.
Kiedy wszystkie kotlety są przygotowane, rozgrzewam patelnię z olejem słonecznikowym i masłem klarowanym. Kiedy są odpowiednio rozgrzane kładę  każdy kotlet płaską łyżką i smażę z obu stron, bardzo krótko, w sumie kiedy kładę na tłuszcz ostatni kotlet, pierwszy już należy odwrócić i kiedy odwracam ostatni, pierwszy już trzeba zdjąć z patelni i odkładać na przygotowaną wcześniej blachę z papierem do pieczenia.Na dużej patelni mieści się 8 moich kotlecików. Takie podsmażone kotlety wkładam na 3-4 minuty do wciąż gorącego piekarnika.






Dodatkowo do złożenia burgerów
16 liści sałaty
16 plastrów pomidora
16 krążków czerwonej cebuli

Można później wszystkie składniki ułożyć na stole i pozwolić dzieciom samodzielnie składać bułki. My na przekrojoną ciepłą bułkę kładziemy sałatę, pomidor, następnie kotlecik, krążek cebuli i zamykamy górną częścią bułki. Można stosować różne sosy, ale my tego nie robimy, mięso jest wystarczająco soczyste, co czyni takim całego burgera.

Smacznego!




#hamburger #mielone #bułkidoburgerów #bułki #drożdże #maślane